Andrzej Mężyński

Straty dóbr kultury, których doznała Polska w latach 1939-1945, były wynikiem zarówno działań militarnych – bombardowania kościołów, pałaców, muzeów czy bibliotek – jak i grabieży dokonywanych przez oddziały wojskowe, administrację okupanta, zdemoralizowanych maruderów ciągnących za armią, a również przez miejscowych rabusiów korzystających z wojennego zamętu. Na zniszczenia spowodowane działaniami wojennymi ziemie II Rzeczypospolitej były narażone kilkakrotnie: najpierw w 1939 r., od 1 września po agresji wojsk niemieckich, a od 17 września – Armii Czerwonej; potem od 22 czerwca 1941 r., gdy Niemcy ruszyli na ZSRR; kolejny raz od lata 1944 r. do maja 1945 r., gdy siły niemieckie wycofywały się pod naporem Armii Czerwonej.

Running sneakers | nike air speed turf rose gold price per gram

 

W 1939 r. wojska niemieckie, nie napotykając w miastach większego oporu, zdobywały je bez bombardowań i nie dokonując poważniejszych zniszczeń (również budowli zabytkowych). Wyjątkiem była Warszawa, która broniła się prawie miesiąc, a bombardowania i ostrzał artyleryjski spowodowały zniszczenie miasta, obejmujące do 40% zabudowy. Wtedy to znacznie ucierpiała Biblioteka Ordynacji Zamojskiej, spłonął gmach, a wraz z nim zbiory Centralnej Biblioteki Wojskowej; taki sam los spotkał Bibliotekę Ordynacji Przezdzieckich. Wkroczenie Armii Czerwonej na wschodnie ziemie polskie nie spowodowało większych zniszczeń materialnych – Polacy oddali zaatakowane ziemie właściwie bez oporu militarnego.

Po zakończeniu działań wojennych w 1939 r. okupant niemiecki podzielił zajęte przez siebie terytorium Polski na dwie części: Generalne Gubernatorstwo (GG) i ziemie wcielone do Rzeszy. Dobra kultury w obu częściach kraju były traktowane odmiennie.

W GG, którego powstanie z rozkazu Adolfa Hitlera proklamował Hans Frank 26 października 1939 r., znalazły się miasta będące centrami polskiej kultury: Warszawa, Kraków, a od sierpnia 1941 r. także Lwów. Tuż po zajęciu Polski działalność okupanta dotycząca dóbr kultury nie była uregulowana, a kompetencje poszczególnych służb cywilnych czy policyjnych nie zostały ustalone. Panowało generalne przekonanie, że są to dobra bezpańskie, którymi można dowolnie dysponować. W zasadzie nie zajmował się nimi Wermacht. Dobrami kultury zainteresowali się jego pojedynczy funkcjonariusze, jak i całe formacje SS czy policji. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie już w październiku 1939 r. wysłał do Polski specjalny oddział Kommando Paulsen, nazwany tak od nazwiska jego dowódcy profesora archeologii Petera Paulsena. Zadaniem wyznaczonym oddziałowi przez Reischsführera SS, szefa niemieckiej policji Heinricha Himmlera, było zabezpieczenie prehistorycznych wykopalisk i zabytków w Polsce, gdyż archeologowie niemieccy podejrzewali, że Polacy fałszują wyniki swoich badań. Jednak w pierwszą podróż (1 października 1939 r.) Paulsen wyruszył w innym celu – miał przywieźć do Berlina ołtarz Wita Stwosza. Polecenie to wykonał w ostatnim momencie, bowiem lokalne władze niemieckie nie chciały pozbywać się z GG tak cennego dzieła świadczącego, według nich, o kilkusetletnich tradycjach sztuki niemieckiej w Polsce. Następne wyprawy oddziału miały już charakter wybitnie rabunkowy. Były, jak zresztą wiele innych grabieży na terenie Polski, nieprzygotowane i niekiedy dopiero na miejscu ich członkowie dowiadywali się, które przedmioty warte są wywozu. Kommando Paulsen, składające się z archeologów, dokonywało rekwizycji różnych przedmiotów: od ołtarza Wita Stwosza, poprzez Kodeks supraski (napisany alfabetem cyrylickim rękopis w języku staro-cerkiewno-słowiańskim, zabytek piśmiennictwa słowiańskiego z XI wieku) po cztery wypchane żubry z Muzeum Historii Naturalnej w Warszawie. Ten przypadkowy dobór eksponatów sprawia, że trudno je odnaleźć. Nie można zorientować się, dokąd i w jakim celu wyekspediowano zagrabiony obiekt. Wywieziony przez Kommando złoty medalion cesarza Jowiana, pochodzący z Boroczyc, własność Muzeum Archeologicznego w Warszawie, przepadł jak kamień w wodę, nie pozostawiono żadnych śladów, które mogłyby ukierunkować poszukiwania.

Chaos panujący w pierwszych tygodniach okupacji szybko opanowano. Po proklamowaniu GG, Hans Frank powołał rząd, a w nim urząd Specjalnego Pełnomocnika do Sporządzenia Spisu i Zabezpieczenia Dzieł Sztuki i Zabytków Kultury. Na czele tej instytucji stanął SS-Standarteführer Kajetan Mühlmann, Austriak skierowany do GG przez feldmarszałka Rzeszy Hermanna Göringa. Mühlmann pozostał na tym stanowisku do lipca 1943 r., gdy jego główna misja została już zakończona. Odegrał dużą rolę w grabieży dzieł sztuki na terenie GG, wcześniej jednak udało mu się powstrzymać niekontrolowany wywóz tych dzieł z Gubernatorstwa. Uniemożliwił dalszą działalność rabunkową Kommando Paulsen w Polsce. Dnia 22 listopada 1939 r. wydał zarządzenie, według dyspozycji Hansa Franka, które zakazywało wywożenia jakichkolwiek „dóbr sztuki i kultury” poza teren GG. Proceder taki stał się więc nielegalny, co wstrzymało samowolne poczynania i osób indywidualnych, i instytucji. 9 października 1940 r. Hans Frank poszedł jeszcze dalej, w „Dzienniku Rozporządzeń Generalnego Gubernatorstwa” zamieścił zarządzenie, w którym nakazywał zwrot wszystkich dóbr wywiezionych wcześniej z terenów GG, gdyż stanowią one własność tego państwa. Na ten przepis powoływali się urzędnicy GG, domagając się zwrotu zabytków zarekwirowanych w pierwszych miesiącach okupacji m.in. przez Kommando Paulsen.

Następowały natomiast przemieszczenia zbiorów w GG. Obrazy, czy choćby wyroby rzemiosła artystycznego, wynosili urzędnicy, policja i funkcjonariusze SS, często do dekoracji swoich biur lub prywatnych mieszkań. Bezkarnie rozkradano dobra żydowskie. Przedmioty zrabowane w getcie przeważnie stawały się łupem SS, które zastrzegało sobie wyłączność przy ich konfiskacie. Do rezydencji dygnitarzy i najwyższych rangą funkcjonariuszy niemieckich wysyłano np. elementy wystroju architektonicznego i mienie zamkowe: meble, dywany, gobeliny, obrazy z demontowanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Przykład dawał sam Hans Frank, który w swoich gabinetach powiesił dzieła Leonarda da Vinci, Rembrandta i Rafaela, pochodzące ze zbiorów Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.

Przemieszczenia obiektów, i to na dużą skalę, umożliwiło traktujące przede wszystkim o konfiskowaniu dóbr kultury w GG zarządzenie Hansa Franka wydane 16 grudnia 1939 r. Dotyczyło ono zarówno zbiorów publicznych, jak i prywatnych oraz kościelnych (z wyjątkiem przedmiotów, szat i ksiąg używanych podczas sprawowania liturgii). Konfiskat dokonywała przede wszystkim komisja powołana przez Mühlmanna, podzielona na dwie grupy: południową i północną. Ta druga, kierowana przez Josepha Mühlmanna (brata Kajetana), działała w Warszawie. Obie wyszukiwały i konfiskowały obiekty sztuki, gromadząc je w odpowiednich składnicach. W Krakowie mieściły się one w piwnicach na Wawelu, w gmachu Akademii Górniczej i w magazynach nowo wybudowanego gmachu Biblioteki Jagiellońskiej. W Warszawie centralną składnicę utworzono w gmachu Muzeum Narodowego. Sam Hans Frank oceniał, że do października 1942 r. w składnicach znalazło się 90% dzieł sztuki z GG.

Konfiskaty i gromadzenie ruchomych dóbr kultury w kilku składnicach miały na celu zinwentaryzowanie tych obiektów i przejęcie nad nimi pełnej kontroli. Niejasne jest natomiast ich finalne przeznaczenie – deklaracje były częściowo rozbieżne. Jedno jest pewne: maiły one pozostać w składnicach do zakończenia wojny, i tak się w dużej mierze stało. Kajetan Mühlmann, zeznając po wojnie przed oficerami amerykańskimi, oświadczył, że skonfiskowane obiekty chciano włączyć do zbiorów niemieckich. Jednak wyjaśnienie to nie było przekonujące. Niemieccy muzealnicy nie byliby zainteresowani przejęciem tak dużej liczby eksponatów z polskich zbiorów, choćby dlatego, że nie cemili ich zbyt wysoko. Pełnomocnik Hitlera Hans Posse, który poszukiwał dzieł sztuki (głównie obrazów) do projektowanego muzeum Führera w Linzu, wizytując w grudniu 1940 r. GG stwierdził, że z polskich zbiorów nic, poza już znanymi w Niemczech pracami, nie wzbogaciłoby niemieckich muzeów. O zamiarach wobec zgromadzonych obiektów może świadczyć ich podział na trzy kategorie. Do pierwszej zaliczano dzieła klasy światowej i te mogłyby znaleźć miejsce w muzeach niemieckich. Przykłady dzieł tej klasy, które notabene miały udokumentować zasięg sztuki niemieckiej na terenach polskich, wymienił K. Mühlmann w luksusowo wydanym albumie Sichergestellte Kunstwerke in Generalgouvernement (Wrocław 1940/1941). Wiele dzieł w albumie zostało opisanych, przez wybitnych niemieckich historyków sztuki. Wiele też nie wróciło na swoje miejsce, a ich opisy są jedynymi dokumentami służącymi do ich restytucji.

Do drugiej kategorii zaliczono dzieła mniejszej wartości, które mogłyby po zakończeniu wojny zasilić przede wszystkim muzea polskie. Trzecia kategoria obejmowała przedmioty o charakterze raczej dekoracyjnym, które można by było przekazać instytucjom niemieckim bądź osobom prywatnym. Wyposażanie wnętrz urzędów czy rezydencji prywatnych dziełami sztuki, konfiskowanymi z muzeów i zbiorów prywatnych, trwało przez całą okupację i odbywało się nie tylko w sposób oficjalny.

Odmiennymi zasadami kierowali się okupanci w stosunku do bibliotek. Książki polskie, beletrystyczne bądź historyczne, nie przedstawiały dla nich żadnej wartości ani intelektualnej, ani materialnej. Wydziały propagandy ułożyły jedynie listy pozycji wrogich III Rzeszy i niemczyźnie. Książki te wycofano z obiegu, przede wszystkim jednak z księgarń i wypożyczalni prywatnych.

Biblioteki publiczne po prostu zamykano, a los zgromadzonych w nich księgozbiorów nikogo nie interesował. Część placówek podzieliła losy instytucji, do których należała, np. wraz z likwidacją urzędów centralnych (w tym ministerstw) czy szkół średnich przestawały działać znajdujące się w nich biblioteki. Księgozbiory znoszono przeważnie do piwnic i -/- lub pomieszczeń magazynowych, a ponieważ na ogół brakowało miejsca, likwidowano je- książkami palono w piecu bądź oddawano je na makulaturę. Jednak, czasem znajdowały się instytucje, które chciały je przejąć bądź uratować, np. duże warszawskie biblioteki naukowe.

Zbiory bibliotek naukowych traktowano nieco inaczej- wyłączano książki naukowe z obiegu czytelniczego, ale jednocześnie zachowywano na miejscu cały księgozbiór. Jedynie Kommando Paulsen, korzystając z początkowej swobody penetrowania polskich zbiorów, skonfiskowało kilka bibliotek „politycznych”, jak na przykład Bibliotekę i Archiwum Sejmu i Senatu czy biblioteki żydowskie. Do Polski wrócił jedynie niewielki procent tych książek. Innych wypadków wywozu polskich księgozbiorów nie odnotowano. Były wprawdzie zakusy obdarowania bibliotek niemieckich i austriackich krakowskimi inkunabułami oraz iluminowanymi kodeksami, jednak odstąpiono od tych pomysłów. Być może zadecydował o tym fakt, że Hans Frank zamierzał utworzyć w Krakowie uniwersytet niemiecki, którego biblioteka powinna dysponować wartościowym księgozbiorem. Nawet w trakcie ewakuacji Niemców z miasta w połowie 1944 r. cimelia krakowskie pozostały w swoich bibliotekach.

Na początku okupacji biblioteki naukowe były w zasadzie zamknięte dla czytelników. Zwolniono pracowników, zapewniając jednak ochronę budynkom i zbiorom. Dnia 1 lipca 1940 r. decyzją władz GG i odpowiednich organów władzy w Rzeszy, reprezentowanych przez oddelegowanych do GG bibliotekarzy niemieckich, zostały utworzone w Gubernatorstwie cztery biblioteki państwowe („Staatsbibliotheken”): w Krakowie, Warszawie, Lwowie, Lublinie, centralnie zarządzane przez Główny Zarząd Bibliotek w GG z siedzibą Krakowie. Wcielono do nich zbiory książnic naukowych z terenu miast, w których się znajdowały. Ogółem w tych czterech placówkach, zatrudniających polski personel, zgromadzono 6 milionów jednostek, które w zasadzie przetrwały w nich do wyzwolenia. Zagładzie uległo jednak ok. 400 tysięcy wol. zbiorów specjalnych bibliotek warszawskich (w tym obiekty rewindykowane z Rosji na mocy traktatu ryskiego), zgromadzonych w budynku Biblioteki Ordynacji Krasińskich i spalonych w październiku 1944 r., po powstaniu warszawskim. W rezultacie po wojnie na terenach niemieckich nie znalazł się żaden księgozbiór, który należałoby rewindykować, a odnajdywane w niemieckich bibliotekach zabytki polskich bibliotek trafiały tam przypadkowo, najczęściej wykradane ze zbiorów polskich.

Odmiennie postępowały władze niemieckie z zasobami polskich archiwów. Od października 1939 r. wszystkimi archiwami w GG zarządzała Dyrekcja Archiwów w Krakowie. Dostęp do nich został zamknięty dla interesantów i badaczy, niemniej pozostawiono w nich polski personel, pozbawiony jednak wszelkich możliwości decyzyjnych. Archiwiści niemieccy, w przeciwieństwie do bibliotekarzy, przyjechali do Polski z przygotowanymi planami rewindykacyjnymi. Pierwszym posunięciem było opieczętowanie akt wojskowych i wywiezienie ich do filii Archiwum Wojskowego w Poczdamie. Następnie wyłączono z zasobów archiwów materiały dotyczące przeszłości niemieckiej, np. akta pochodzące z kancelarii pruskich czy niemieckich. Do archiwów niemieckich wywieziono duże, nigdy niepoliczone zasoby akt powstałych na ziemiach wcielonych do III Rzeszy – na ogół materiały te zostały dla Polski stracone. Za szczególnie dużą stratę  należy uznać wyłączenie z AGAD i przesłanie do Królewca 74 dokumentów pergaminowych wydanych w 1525 r. królowi polskiemu przez Krzyżaków i złożonych w Archiwum Koronnym. Dokumenty te trafiły tuż przed końcem wojny do Archiwum w Berlin-Dahlem, nie zostały Polsce zwrócone i do dziś stanowią kość niezgody w rokowaniach restytucyjnych między oboma krajami.

Władzom okupacyjnym udało się ustanowić prowizoryczny ład na terenach GG. Policzono i zinwentaryzowano dzieła sztuki i prawie wszystkie zgromadzono w olbrzymich repozytoriach. Podobną taktykę scalania zastosowano wobec zbiorów bibliotek naukowych. Zasoby archiwalne, po wywiezieniu części materiałów przez Niemców, zasadniczo zachowano. Ten ład okupacyjny zachwiał się jednak, a potem rozsypał wraz ze zbliżaniem się frontu wschodniego. Rozluźniła się dyscyplina administracji niemieckiej w GG – funkcjonariusze przestali szanować jakiekolwiek zakazy i zaczęli szabrować i wywozić na własną rękę pojedyncze dzieła sztuki. Przykład dawał sam Hans Frank, który uciekając z Krakowa, zabrał do swoich posiadłości w Bawarii obrazy Leonarda da Vinci, Rembrandta i Rafaela. Kradli wszyscy urzędnicy, a proceder ten przeniósł się również do Wehrmachtu. Żołnierze przechodzący przez Polskę przywłaszczali sobie, niekiedy znalezione przypadkowo, ruchome dobra kultury. Warunki wyjątkowo sprzyjające rabunkowi zaistniały po upadku powstania warszawskiego. Przystąpiono wówczas do totalnej grabieży i systematycznego wyburzania kolejnych kwartałów miasta. Działania zmierzające do ocalenia części zabytków warszawskich podjęła strona niemiecka. Dnia 12 sierpnia 1944 r. szwagier Adolfa Hitlera, generał Hermann Fegelein, przekazał dowódcy sił niemieckich w Warszawie generałowi Erichowi von dem Bachowi rozkaz Hitlera dotyczący ochrony warszawskich dóbr kultury. Wypełniając rozkaz Führera, w Warszawie zjawił się na czele grupy żołnierzy SS porucznik SS Moritz Arnhardt. Wywiózł on z muzeów i bibliotek warszawskich zbiory, które uznał za najcenniejsze. Pracownicy polskich instytucji kulturalnych byli zdezorientowani, niemniej bibliotekarze popierali akcję Arnhardta, tym bardziej, że zostawił im prawo wyboru obiektów przeznaczonych do ewakuacji. W dużej mierze powróciły one do Warszawy w 1946 r.

Celem akcji Arnhardta, podjętej w związku z wydanym przez Hitlera rozkazem spalenia miasta, było uchronienie ruchomych dóbr kultury przed unicestwieniem. Taki sam cel miała tzw. akcja pruszkowska. Na podstawie układu podpisanego z Wehrmachtem strona polska uzyskała możliwość ewakuacji z miasta części dóbr kultury. W listopadzie 1944 r. ekipa polskich muzealników, archiwistów i bibliotekarzy, pod kierownictwem Stanisława Lorentza, zaczęła wywozić z Warszawy zbiory muzealne, biblioteczne i archiwalne. Akcja ta zakończyła się w połowie stycznia 1945 r. Duża część zbiorów przetransportowanych do Rzeszy powróciła do Polski w latach 1945-1946. Część z nich przechwyciły na terenach niemieckich specjalne ekipy radzieckie, co przedłużyło proces ich rewindykacji.

Tereny zachodniej i północnej części Polski, a więc województwa: pomorskie, poznańskie, śląskie; część województwa łódzkiego i krakowskiego: prawie całe Mazowsze oraz powiat suwalski, zostały wcielone do Rzeszy. Na obszarach tych narzucono polskiej ludności bezwzględną germanizację. Powołano urzędy zajmujące się likwidacją polskich dóbr. Dnia 19 października 1939 r. Herman Göring  utworzył Główny Urząd Powierniczy Wschód (HTO) koordynujący akcję grabieży mienia polskiego. Dodatkowo przy HTO 1 grudnia 1939 r. ustanowiono Urząd Generalnego Powiernika do spraw Zabezpieczenia Niemieckich Dóbr Kulturalnych na Ziemiach Wschodnich. Ta organizacja powstała z inspiracji Reischsführera SS, szefa niemieckiej policji Heinricha Himmlera. W „Dzienniku Praw Rzeszy” ogłoszono szereg zarządzeń stanowiących o zasięgu i metodach konfiskat mienia polskiego. Zasadnicze znaczenie miało podpisane przez Himmlera zarządzenie z 1 grudnia 1939 r. nakazujące konfiskowanie wszelkich dóbr kultury (rozumianych jak najszerzej) w archiwach, muzeach, zbiorach publicznych i prywatnych. Zgodnie z tym poleceniem na zajęte tereny przyjechały specjalne grupy konfiskujące. Współpracowały ściśle z lokalną policją, a z ich meldunków (28 marca 1941 r.) wynika, że zabezpieczono eksponaty 15 muzeów i 5 zbiorów broni, kolekcję waz antycznych w Gołuchowie, skonfiskowano 1100 obrazów z rąk prywatnych, 500 sztuk mebli, 33 skrzynie z dziełami sztuki sakralnej, setki dywanów, 25 skrzynek z przedmiotami z metali szlachetnych. Obiekty były składowane w Łodzi i Katowicach, ale przede wszystkim – w Poznaniu, w katedrze oraz w kilku kościołach. Cenniejsze obiekty wysyłano do Banku Rzeszy w Berlinie, te o mniejszej wartości sprzedawano (najczęściej też w Berlinie), a przedmioty metalowe przetapiano. Dyspozytorem skonfiskowanych dóbr był Göring.

Książki rekwirowane w instytucjach i domach prywatnych segregowano. Część z nich była oddawana na przemiał, część zwożono do składnic w trzech kościołach Poznania. Zgromadzono w nich 4 miliony tomów. Pozycje naukowe przekazywano do dyspozycji dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej, która powstała 11 listopada 1939 r., kilkanaście miesięcy wcześniej niż niemiecki uniwersytet w Poznaniu. Zapanowanie nad całością zgromadzonego w składnicach zasobu, który obejmował kilka milionów bezładnie zmagazynowanych książek, okazało się niemożliwie. W takim stanie zasób dotrwał on do wyzwolenia.  

Ocenia się, że łączne straty bibliotek z terenów GG i ziem wcielonych wyniosły 70% stanu przedwojennego.

Wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej (województwa: lwowskie, wileńskie, nowogrodzkie, poleskie, wołyńskie, stanisławowskie i tarnopolskie, białostockie) po 17 września 1939 r. zostały zaanektowane przez ZSRR. W rękach radzieckich znalazły się miasta związane od wieków z kulturą i tradycją polską, takie jak Wilno i Lwów. Pierwsze kroki okupanta zmierzały więc do przemieszczenia dóbr, tak aby zatarte zostało ich polskie pochodzenie, a instytucjom kultury narzucono zadania propagandowe. Placówki te były zazwyczaj obsadzane przez kierownictwo złożone z radzieckich aktywistów partyjnych. Po ataku III Rzeszy na ZSRR Niemcy przyłączyli do GG zachodnią Ukrainę ze stolicą we Lwowie. Pozostałe ziemie wschodnie zaczęły podlegać Ministerstwu Rzeszy dla Zdobytych Terenów Wschodnich. Na ziemiach tych utworzono specjalne służby, które zajmowały się grabieżą dóbr kultury.

W 1944 r., gdy siły niemieckie naciskane przez Armię Czerwoną zaczęły się wycofywawać nad pomnikami kultury zawisła ze strony tych dwóch armii groźba niszczenia i grabieży. Częściej bombardowań miast, np. Lwowa, dokonywała atakująca Armia Czerwona. Maruderzy tej armii intensywnie szabrowali, szczególnie na terenach należących do Rzeszy, które wkrótce przypadły Polsce. Natomiast wycofujący się Wehrmacht niszczył, wysadzając w powietrze nie tylko mosty i obiekty o charakterze wojskowym, lecz także obiekty kultury, np. Bibliotekę Raczyńskich w Poznaniu.

Ustępując pod naporem frontu wschodniego, siły niemieckie wywoziły dobra kultury z podbitych terenów. Wśród dzieł były również polskie zabytki, których liczby jednakże nie da się określić. Wiadomo jedynie, że część wróciła później na swoje pierwotne miejsce, ale już w nowej konfiguracji geopolitycznej.

Po zakończeniu wojny, w wyniku postanowień zawartych w traktatu poczdamskim z 2 lipca 1945 r., dawne polskie ziemie wschodnie znalazły się na terenach ZSRR. Zakładamy jednak, że zmiana właściciela, która dokonała się w wyniku przesunięcia granic państwowych, a niekoniecznie wiązała się ze zniszczeniem dóbr kultury, dla Polski oznacza jednak stratę dzieł.

Oszacowanie strat polskiej kultury poniesionych na ziemiach wschodnich jest niemożliwe, ponieważ po wojnie nigdy nie mieliśmy wglądu do byłych polskich muzeów, galerii, archiwów i bibliotek. Strona radziecka takiego „bilansu otwarcia” nie zrobiła (z wiadomych powodów). Trudno więc określić straty skoro nie dysponujemy ani rzetelnymi inwentarzami naszych dóbr z 1939 r., ani informacjami o ich stanie po roku 1945. Można odnotować najwyżej jeden przypadek zmierzający w stronę takiego bilansu: bibliotekarze polscy przygotowali informator Biblioteki na wschodnich ziemiach II Rzeczypospolitej (Warszawa 1998), w którym ustalili, że w 1939 r. na terenach wschodnich Rzeczypospolitej znajdowało się 5056 bibliotek. Nie udało im się ustalić ich stanu w 1945 r.